Nie-obcy

Marzec 1943

Zdejmuję kurtkę i czapkę. Samochód zdążył się nagrzać mimo, że na zewnątrz bardzo wietrznie i wciąż dość chłodno. Przedwiośnie. Z tyłu Katarzyna wyciera nos. Nie wiem, czy bardziej od wiatru ten katar czy z płaczu. Tak szybko wybiegła z baraku nr 16a (obecnie 13). Nie zdążyłam dokończyć historii o rysunkach w baraku dziecięcym w KL Auschwitz II-Birkenau.

Nie wiem, czy dzieci z Zamojszczyzny rozumiały sens napisu „Schule”, może prędzej te z powstania warszawskiego… Choć też pewnie nie, były na to za małe i do żadnej schule nie zdążyły pójść. Jeszcze. Już.
Starszych, nastoletnich chłopców i dziewczęta zabił zastrzyk z fenolu, albo głód, tyfus, cyklon B. 

Czytaj dalej „Nie-obcy”

Reklamy

Nazwijmy ją Mariją

W wiecznej pułapce. Między byciem ludzkim a stawianiem granic, sprawnym rozdzielaniem zawodowego od prywatnego, żeby żyć swoim a nie ich życiem. Umieć po zamknięciu komputera, biura, wyłączeniu światła i telefonu zamknąć także tamte historie… w nocy suną mi przez głowę obrazy z cudzego życia. Powidoki nie moich strachów, rozmów i wizyt, których nie odbyłam. Nad ranem porządkując poplątane senne historie, wkładam wykopane widoczki w odpowiednie przegrody — to historia Swiety, a ta jest Igora, ten głos należy do Saszki… Ćwiczenia z pamięci gotują mnie na kolejny dzień.

Jeszcze czasem mi się zdaje, że znajdę im wszystkim pracę, w której nie będą oszukiwani, ciepły kąt za niewygórowaną stawkę, jeszcze nauczę ich polskiego i jeszcze im Lublin pokażę, i że spotkamy się na jakimś festiwalu uśmiechnięci, i że wtedy będziemy mogli już tylko pogadać o tym, czy się nam występ podobał.

Czytaj dalej „Nazwijmy ją Mariją”

αόρατος, unsichtbar, невидимий

Różowy, sprawiający wrażenie napisanego ręcznie, plakat znalazłam w dzielnicy migranckiej wędrując po niej w ostatnich dniach grudnia 2018 roku. Jak pisze Dionisios Sturis Attikh to miejsce gdzie razem z Polakami mieszkali Albańczycy, Bułgarzy, Rumuni, Rosjanie, Pakistańczycy, Afgańczycy, Afrykanie. [1]

Plakat, autorstwa kobiecej antify Women’s Collective 619, okraszony rysunkiem dwóch młodych muzułmańskich kobiet, był wezwaniem do solidarności kobiet-uchodźczyń. 

Moją uwagę przykuła poruszona w treści kwestia niewidzialności.

Bycie kobietą-uchodźcą w Grecji oznacza:

  • że jesteś mordowana na granicach.
  • upokorzenia na gruncie twojej płci i pochodzenia w ośrodkach detencyjnych.
  • codzienną przemoc na ulicach z powodu twojego wyglądu: stroju i koloru skóry.
  • niskopłatną pracę bez ubezpieczenia.

Jednym słowem, oznacza, ze jesteś „niewidzialna” i na pół nielegalna.
Czytaj dalej „αόρατος, unsichtbar, невидимий”

Wspólnota różnic

Kiedy podczas debaty o wizji kolejnych 100 lat dla Polski, na którą zaprosił mnie Edwin Bendyk, mówiłam o wspólnocie ważniejszej niż nowe drogi, starannie ważąc słowa, prezydent Lublina pełen jeszcze wyborczych sloganów, z łatwością udowadniał, że nie mam racji i namiętnie podawał liczby. Ta publiczna połajanka wpisywała się w obraz 3 Sektora — idealiści bez związku z rzeczywistością, nie znający się na polityce.

Gdy dziś czytam tekst Michała Krawczyka o budowaniu wspólnoty, która jest ważniejsza niż nowe drogi, z jednej strony cieszę się, że ktoś jednak wtedy słuchał uważniej, a drugiej — wciąż mam obawy, że się jednak nie rozumiemy w pełni.

Czytaj dalej „Wspólnota różnic”

Naparstnicy

Patrycjusz ma 26 lat, żonę i dwumiesięczne dziecko. Niewierzący, pracujący dorywczo elektryk tylko przez chwilę ujawnia tremę. Kiedy wraca do wypadków tamtej upalnej niedzieli, nabiera pewności, tej samej, która przygodnego spacerowicza zmieniła w obrońcę polskich dzieci.  

Kiedy od stojących na ulicy chłopaków usłyszał, że będzie szedł ukraiński pochód, postanowił zostać i wypatrywać banderowskich symboli. Wiedział, że będą. Poprzedniego roku też były. Sam dobrze widział! Czarna koszula z czerwoną wyszywanką zjawiła się jak na zamówienie. Zanim ktoś stojący obok Patrycjusza zerwał ją z tamtego mężczyzny, zobaczyli jeszcze jak Ukrainiec „hajluje”. Ostatnie, co Patrycjusz zrobił, to krzyknął „za polskie dzieci!”. 

Czytaj dalej „Naparstnicy”

Jonasz Building

Kiedy w 2009 roku po raz pierwszy miałam oprowadzić grupę cudzoziemców po Lublinie, nie zdawałam sobie sprawy z trudności tego zdania. Skonstruowanie opowieści o mieście to zawsze selektywna robota.
Ideą tamtych spacerów, także dla polskich grup było, aby daty, zabytki, ślady i okruchy wplątać w zwartą zabudowę narracyjną. Aby przestały być oderwanymi fragmentami cudzego ciała – tu historie polskie, tam żydowskie a jeszcze gdzieś indziej ruskie freski w kaplicy. Więc obok istniejącego, pojawiło się wyobrażone. To mogłaby być piękna opowieść… Gdyby nie to, że kompletnie niezrozumiała. 

Czytaj dalej „Jonasz Building”

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑