Zepsuty widok na Warszawę Zachodnią

Yulia* w końcu została sama. Myślę o tym jej instytucjonalnym osamotnieniu jeszcze długo po tym, jak w czwartek wieczorem kończymy rozmawiać. Zadzwoniła do mnie po otuchę i wymyśliłam, że ją wesprę więcej niż słowem. Bo i awantura wcale nie toczy się wokół słów (a w tym wypadku przyimków). Wszyscy to chyba wiemy.

Taki los artysty, który robi kontrowersyjną sztukę. Tylko gdzie tu ta kontrowersja? Może przywróćmy właściwą miarę rzeczom. Oto Yulia wychodzi na Dworzec Zachodni w Warszawie z białą flagą, na której widnieje napis „w Ukrainie”. Cała akcja trwa kilkanaście minut. Jej temat to użycie przyimka „w” zamiast „na” — niepozbawiona emocji formuła.

Czytaj dalej „Zepsuty widok na Warszawę Zachodnią”

Po siódme, unikaj widowisk gawiedzi

Dnia 19 listopada 2019 roku otrzymałam pismo z Prokuratury Rejonowej Warszawa – Praga Północ. Prowadzący postępowanie prokurator zawiadamiał mnie w nim, że ktoś na Facebooku groził mi śmiercią — „kilkakrotne groźby użycia przemocy fizycznej wobec osoby”: „Bandersukę na stryczek”.
Pod komentarzem posypały się kciuki do góry. Lud zawyrokował. Wciąż jeszcze żyję. Inicjator skasował konto.
O „wyroku” nikomu jak dotąd nie powiedziałam. W obawie, że inny lud orzeknie u mnie brak manier i mazgajstwo. Wszak od walczących na arenie oczekuje się męstwa (sic!) do końca. Jak pisał Seneka „przeznaczeniem walczących jest śmierć”. Powinnam to wiedzieć.

Z należytą uwagą przeczytałam tylko pierwsze pismo prokuratora. Przyszło nagle na adres miejsca, gdzie pracuję. Resztę zawiadomień, w których przytacza się dalsze komentarze w podobnym duchu, ukryłam w szufladach biurka. Nie, nie czytałam. Wydobyłam je na powrót dopiero teraz. Przychodzące w niejasnej regularności, kreślą nierzeczywistą przestrzeń krwawych widowisk.

Czytaj dalej „Po siódme, unikaj widowisk gawiedzi”

My, Lędzianie

Kilka dni temu otrzymałam reprymendę. Co prawda wypowiedzianą w miłym tonie, ale ton jest w tej historii zupełnie bez znaczenia. Reprymenda, dokonana publicznie, dotyczyła używanego przeze mnie słowa „ukraiński” — w odniesieniu do mieszkających na Podkarpaciu ludzi i obecnego tam dziedzictwa kulturowego.

— My na Podkarpaciu wolimy używać słowa „rusiński”. Jest pełniejsze i lepsze — zabrzmiało.

Pytanie dla kogo lepsze, i czy o innych zabytkach tam obecnych mieszkańcy Podkarpacia mówią, że to Wiślanie zbudowali? Choć nad Sanem to raczej Lędzianie. No więc twierdza w Przemyślu jest lędziańska, a obrońcami miasta, którym hołd co roku składa prezydent, dzielnymi młodymi Lędzianami?

Czytaj dalej „My, Lędzianie”

Ukrainka prezydentem Lublina

Kilka lat temu mój mąż, nauczyciel akademicki zajmujący się tematyką praw człowieka, wymyślił pewne ćwiczenie. Nazywa się ono „Najlepszy wsród ludzi”. Prosimy w nim, aby uczniowie/uczennice w kilku małych podgrupach przez chwilę zastanowili się, jaki jest najlepszy wśród ludzi. I wypisali charakteryzujące go cechy. 

To ćwiczenie miałam okazję przeprowadzić bardzo wiele razy w różnych grupach polskich nastolatków. Ich wizerunek „najlepszego” jest zawsze ten sam — to biały, heteroseksualny mężczyzna, młody, Polak, katolik. 

Czytaj dalej „Ukrainka prezydentem Lublina”

Ei-chmann, You-chmann, He-chmann, She-chmann, it-chmann

Ei-chmann, You-chmann, He-chmann, She-chmann, it-chmann [1]… wylicza Mirosław Bałka.

To nie będzie tekst o Eichmannie.

Powstało wystarczająco dużo publikacji ukazujących postać Adolfa Eichmanna, głównego koordynatora i wykonawcy planu Ostatecznego Rozwiązania, w dwóch odczytaniach: jako uosobienie demonicznego zła — jakim chciała go widzieć część opinii publicznej, i jako bezwolne narzędzie w machinie totalitarnej władzy — jakim chciał być widziany on sam broniąc się przed izraelskim sądem. Trudno w tym łysiejącym krótkowidzu o wątłej budowie ciała, który z trudem panuje nad nerwowym tikiem warg — jak opisała go Hannah Arendt [2] — zobaczyć dziką, fanatyczną bestię. Z drugiej strony słuchając jego autoobrony, nie odnajdziemy tam potępienia dla narodowego socjalizmu; Eichmann nie wyrzeka się systemu, którego był częścią, nie oskarża kolegów. Jest lojalny i wciąż posłuszny. Na rozprawie dwa dni przed ogłoszeniem wyroku śmierci w swoich ostatnich słowach wyraża ubolewanie, że mimo iż liczył na sprawiedliwe traktowanie uważa, że sąd go nie zrozumiał: „nigdy nie był żydożercą, nigdy też nie pragnął śmierci istot ludzkich. Jego wina brała się stąd, że był posłuszny, a posłuszeństwo ceni się przecież jako zaletę. Zalety, jakie posiadał, zostały nadużyte przez przywódców nazistowskich.”[3]

Czytaj dalej „Ei-chmann, You-chmann, He-chmann, She-chmann, it-chmann”

8372…

W dniach 4-14 lipca byłam uczestniczką Summer University Srebrenica. Szefem programu jest Muhamed Durakovic, jeden z ocalonych ze Srebrenicy. Po 37 dniach ucieczki przez lasy zwanej „Marszem Śmierci” dotarł do Tuzli. Po wojnie pracował m.in. dla Swedish Rescue Services Agency, European Union Police Mission, International Commission on Missing Persons w Libii oraz UNDP.
W 2005 roku wraz z innymi ocalonymi stworzył ideę Marszu Pokoju, a w 2010 powołał Summer University Srebrenica.
Oto notatki z mojej podróży.

Czytaj dalej „8372…”

Nie będzie innego. Dziennik

Poniedziałek
Za chwilę będzie czarna plansza i napisy końcowe. A ja już donikąd nie pójdę. Bo skończy mi się chodnik, po którym mogłabym pójść dalej.
Ale jeszcze postoję chwilę, w przerażeniu, na przyspieszonym oddechu. Wyobrażając sobie ostatnie sceny.

Boję się. Dziś rano w panice zaczęłam się zastanawiać, skąd wziąć kamizelkę kuloodporną dla Piotra. Przecież nie mogę pozwolić, aby siedział przy tym stole zupełnie bezbronny… Nie po tym, co zimą wydarzyło się w Gdańsku. Ale jak to? W kamizelce kuloodpornej? Na koszuli czy pod nią? Czy jest jakaś wypożyczalnia takiego sprzętu? Może mam wśród znajomych dziennikarza, który jeździł na wojny i dysponuje własną…

Nie wiem, czy w sobotę postawię stół na rynku. I czy Piotr przy nim usiądzie. Dziś przyszło mi na myśl, że postawię, ale zamiast Piotra, położę na blacie pismo z zakazem od prezydenta miasta. Ta myśl o możliwej, własnej alternatywie uspokaja. Przestaję szukać kamizelki.

Czytaj dalej „Nie będzie innego. Dziennik”

Nie wyrażam zgody

Prezydent Przemyśla ZAKAZAŁ mojego PERFORMANCU.

Czarna seria trwa. Lublin, Rzeszów, Przemyśl…
Tak się teraz robi politykę lokalną – przegrana w sądzie, dawniej hańbiąca i nokautująca urzędnika, dziś jest formą dialogu z własnymi wyborcami. W końcu to dla nich te zakazy. Ukłon i zapewnienie – nie, nie trzymamy z „lewactwem”. A że złe sądy uchylają decyzje… cóż, zmieniajmy sądy! Nie wiem, kto zaczął, wiem, że świetnie ten dialog ze „swoimi” przeprowadził prezydent miasta, w którym mieszkam. I wygrał wybory. Teraz swych sił próbuje prezydent Rzeszowa. W ślad za nimi nieporadnie drepcze prezydent Przemyśla – ten już nawet nie sili się na argumenty i wykazanie podstawy prawnej. W końcu kim jestem, aby musiał się tłumaczyć.
To królowie na włościach, nie żadni samorządowcy. Panowie szlachta. Światły samorząd gotowy do dialogu ze społeczeństwem obywatelskim. Tyle zostaje z deklaracji.

Czytaj dalej „Nie wyrażam zgody”

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑