Biedni przemyślanie patrzą na…

12 marca 1938 roku nazistowskie Niemcy dokonują aneksji Austrii. W rozpisanym na początku kwietnia referendum za przyłączeniem do Rzeszy głosuje 99% Austriaków. Rusza „aryzacja”.  W wersji oficjalnej państwo przejmuje żydowskie majątki. W wersji ludowej Austriacy publicznie poniżają swoich żydowskich sąsiadów. Do niedawna mówili sobie grzecznie „dzień dobry”… ale w marcu 1938 roku obowiązują już inne zasady. Mimo, że „nowe” trwa dopiero od tygodnia.

Na przełomie marca i kwietnia powstaje seria zdjęć: „Public humiliation of Jews after the Anschluss, Vienna, Austria, 1938”. Zmuszeni do czyszczenia ulic szczotkami ryżowymi Żydzi na kolanach, w najlepszych ubraniach szorują bruk. Wokół nich nieprzebrany tłum gapiów. W pierwszych rzędach dzieci, niektóre już w krótkich spodenkach, z rowerami. Dalej kobiety w różnym wieku, mężczyźni. Roześmiani. Wyraźnie zaciekawieni sceną, która rozgrywa się tuż u ich stóp. Całością dowodzi kilku mężczyzn w mundurach. Niekiedy wyraźnie uśmiechają się do fotografa. Nie nadzorują, raczej firmują akcję, dają przyzwolenie — „tak, tak, to wszystko zgodne z prawem”.

Przyglądając się dokładnie wiedeńskim scenom po latach Martin Pollack notuje: „Granice między gapiami a sprawcami są płynne […]. Gapiący się […] są ich sąsiadami, mieszkają drzwi w drzwi z ofiarami, często spotykali je na ulicy, na klatce schodowej. Kiedy młoda kobieta podnosi wzrok, patrzy na znane jej twarze, wie, jak nazywa się kilka osób […]. Gapie są zwykłymi ludźmi.”

Przeformatowanie sąsiadów w godnych pogardy Żydów wydaje się procesem błyskawicznym. Trzeba tylko wskazać palcem. Skinąć głową. „To ten”.

Być może wśród zdjęć są także te przedstawiające doktora Lothara Fürtha i jego żonę Susanne. Zmuszeni do czyszczenia szczotką do zębów ulicy, wkrótce po tym upokorzeniu odbierają sobie życie. Doktor ma wówczas 41 lat. Majątek w postaci sanatorium przejmuje Rzesza Niemiecka.

„Uwagę zwraca fakt, że pośród gapiów jest dużo dzieci, przeciskają się do przodu, żeby niczego nie przeoczyć. […] Rodzice wzięli ze sobą dzieci, by zobaczyły, jak teraz upokarza się i poniewiera ludzi, których jeszcze kilka dni temu grzecznie, jak należy, pozdrawiały. Ponieważ są Żydami.”

26 czerwca 2016 roku znajdują się na ulicy Słowackiego w Przemyślu wśród gapiów przyglądających się napaści na procesję. Jak na ironię obaj mają po 15 lat i to samo imię. Przyszli popatrzeć. Wyczytali w internecie, żeby przyjść. Więc przyszli. Patrzenie to nic złego. Zapewniają, że niczego nie krzyczeli.
Ot zwykli ludzie. Dzieci jeszcze. Kiedy procesja się zatrzymuje, z ciekawości stają na przystankowej ławce, żeby lepiej widzieć.
— Była informacja, że będą szli Ukraińcy. I żeby przyjść. Pooglądać — półtora roku po zdarzeniu zeznaje ten pierwszy.
— „Dziś jest dzień wolny. Postanowiłem udać się do miasta. Obejrzeć przemarsz” — sędzia odczytuje protokół z policyjnego przesłuchania drugiego chłopaka.
Dziś mają po 17 lat. Jeden przychodzi z mamą, drugi z siostrą.

Popatrzeć to nic złego.

Na nagraniach z tamtego dnia poza zorganizowaną grupą mężczyzn w czarnych koszulkach wśród gapiów są też kobiety. Ktoś trzyma dziecko na barana. Chłopiec ubrany jest w białą koszulkę i czerwone spodenki. W małej rączce trzyma polską flagę. Jest starsza pani w letniej sukience. Młode dziewczyny w bardzo krótkich spodenkach. Chłopiec w niebieskiej czapce z daszkiem. I zupełnie już siwy mężczyzna w białej za dużej koszuli…

*

W 1932 roku Hermann Leopoldi, wiedeński Żyd śpiewa:

To tylko heca, kosztuje niewiele,
by skromny człowiek 
czuł się weselej

To piosenka o karuzeli. Leopoldi, wielka gwiazda kabaretu, tuż po anszlusie w początku kwietnia próbuje uciec do Czechosłowacji. Ale granica jest już wtedy zamknięta. Dwa tygodnie później zostaje aresztowany i przewieziony do obozu Dachau a następnie do Buchenwaldu.
Bez wątpienia motyw karuzeli z piosenki Leopoldiego „Taka piękna karuzela” polskim czytelnikom otwiera kolejną przestrzeń symboliczną — karuzelę z Placu Krasińskich, zamontowaną tuż przed wybuchem powstania w getcie. Miłosz przeniósł jej obraz we wspólną pamięć. Powracają twarze — „biednych chrześcijan patrzących na getto”.

Bilet do centrum Przemyśla kosztuje 2,50 zł., ulgowy 1,70. Niewiele.

Ksiądz arcybiskup dr Eugeniusz Popowicz, Metropolita Przemysko-Warszawski Cerkwi Greckokatolickiej w Polsce w sądzie zeznaje:
— Po napaści procesja poszła w kordonie policji. Czuliśmy się jak w getcie.

Irytujące są te nawiązania do Żydów i Holokaustu. Jakby wszystko można było wytłumaczyć chorobliwym, wiecznie żywym antysemityzmem Hitlera. Nie zamierzam. Odwracam wektor. Przyglądam się gapiom. To oni mnie zajmują. Ciekawią mnie motywy ich podglądactwa — żeby w wolny dzień „udać się do miasta”, by popatrzeć. Warto spojrzeć głębiej w oczy. Temu patrzeniu.

Przemyscy gapie są nowym typem obserwatorów. Patrzą na świat przed sobą przez mały ekran smartfona. Nowoczesną szybkę, która zabiera część uwagi. Są gapiami-rejestratorami. Świadome, pełne bycie zastępuje chęć właściwego skadrowania obrazu. Aby nic nie wyciekło poza ramkę. Co później robią z nagranym obrazem? Pokazują go podczas rodzinnych obiadów? Spotkań z przyjaciółmi? Część z nagrań trafia do sieci, powiększając do niewyobrażalnych rozmiarów ilość gapiów. Nie mamy wyboru — zarejestrowany z tej perspektywy obraz na zawsze zamraża nas w miejscu, skąd zrobiono nagranie. Staję się gapiem mimo woli. Biernym gapiem stojącym w skandującym, nienawistnym tłumie. Jednym z tych biednych Polaków, który wbrew własnej woli stają się uwikłani w zdarzenie, którego nie umieją jednoznaczenie ocenić. Niby źle się stało, ale… (tu pada znana usprawiedliwiająca fraza, zaczerpnięta wprost z narodowego arsenału stereotypów).

Jan Błoński w swym eseju „Biedni Polacy patrzą na getto” dowodzi, że „można być współ-odpowiedzialnym bez współ-udziału”.
Ale to znów zbyt wiele. Chłopcy przyszli popatrzeć w pewnym celu. Być świadkami upodlenia. Jak ich rówieśnicy 80 lat temu w Wiedniu. Ich zeznania są świadectwem rozproszonej odpowiedzialności. TYLKO patrzą. Nie odpowiadają za to, co widzą.

A jednak, patrzący ma władzę nad obserwowanym. Czasem wielką.

Barbara Engelking w artykule dla „Więzi” pisze: „Gapie nie są niewinni – zasadne jest bowiem pytanie, czy ich bezczynność i bierność nie stawała się przyzwoleniem dla sprawców zła […]?” I cytuje prof. Baumana „Społeczeństwo w stanie oblężenia”, w którym Bauman podkreśla, że „brak oporu ze strony gapiów może w większym stopniu czynić ich odpowiedzialnymi za złe czyny niż obecność ludzi o złych intencjach”.

*

Wychodząc z sali rozpraw jeden z patrzących pokazuje w stronę pokrzywdzonych środkowy palec.

*

22 marca 2018 roku w Sądzie Rejonowym w Przemyślu zeznawali policjanci zabezpieczający procesję, arcybiskup oraz świadkowie. Kolejna rozprawa 20 kwietnia.

 

 

PS. Tekst w wersji ukraińskiej ukazał się w serwisie Zbruc.eu, do przeczytania tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: