Kwiaty dla Rozalii

Kiedy czerwcowy „Przekrój” (nr 8/113 czerwiec 1947) umieszcza jej fotografię pośród czterech mężczyzn opatrzoną napisem „Tak wyglądają bandyci UPA schwytani przez nasze oddziały”, Rozalia Mińko od 17 dni nie żyje. Kiedy wychodzi gazeta z hollywodzką pięknością na okładce, Rozalia leży w zbiorowej mogile w Lisznej. Po krótkim procesie, skazana na karę śmierci zostaje rozstrzelana 22 maja 1947 roku. Umieszczając ją w numerze redaktorzy wiedzą, że dostała KS. 


Fotografia portretowa, zrobiona najpewniej przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie, przedstawia 23-letnią dziewczynę, rolniczkę, wyedukowaną przez 4 klasy szkoły powszechnej, która wg oskarżycieli Sądu Wojskowego GO „Wisła” będąc łączniczką UPA „usiłowała oderwać południowo-wschodnią część obszaru Państwa Polskiego”.

Rozalia od wielu dni nie daje mi spokoju.

Patrzę na nią, w sam środek paska ze zdjęciami „bandytów”. Jest jedyną kobietą. Spuszczony wzrok. Spod założonej na głowę chustki wystaje grzywka lekko kręconych, ciemnych włosów. Ale to może być tylko efekt słabej jakości zdjęcia, lub złego światła. Ładny owal twarzy, gładka cera, prosty nos, ściągnięte usta. 

Powyżej zdjeciowo-tekstowy kolaż składający się w barwną opowieść o tym, jak doszło do schwytania „bandytów”. Zaczynamy panoramą wsi. Zabudowania, kawałek pola. W oddali majaczy cień sporego wzniesienia. Liście na drzewach wskazują na późną wiosnę. Sielanka. Poniżej największe zdjęcie na stronie, podpisane „zasadzka”. Trzech żołnierzy w krzakach z karabinem maszynowym. Jeden z lornetką. To nasi. Właściwe odczytanie podpowiada tekst w wąskiej kolumnie po prawej: „wzmożona akcja wojska likwiduje ostatnie gniazda ukraińskich faszystów”. Wojna wciąż trwa. Na stronie sąsiadującej z informacjami o walkach z UPA wieści z innych frontów robót: walka ze spekulacją, Bierut z wizytą w Gnieźnie umacnia władzę ludową, wystawa Ziem Odzyskanych i walka o tożsamość.

Niżej znów zdjęcia żołnierzy. Skąd? Z kiedy? Na jednym odpoczywają, palą papierosy rozłożeni na trawie. Na drugim planują nad mapą, z tyłu widać samolot.
Opowieść kończą fotografie prezentujące zarekwirowaną upowcom broń oraz trudno rozpoznawalne zwłoki ludzi leżące na ziemi. Komentarz „Domy spalili, mieszkańców wymordowali, dobytek zrabowali…” uzupełnia i tak sugestywny przekaz. 

I zdjęcia „bandytów”. Imiona i nazwiska. Koniec opowieści. Resztę każdy dopowie sobie sam. 

*

Sala rozpraw na drugim piętrze zabytkowego gmachu Sądu Rejonowego w Przemyślu jest mała. Poza stołem sędziowskim, miejscem dla prokuratora i obrońców, mieści tylko pięć ławek. W sprawie II K 599/17 jest 20 oskarżonych, 23 osoby pokrzywdzone i czterech oskarżycieli posiłkowych. Na szczęście od wielu rozpraw przychodzi zwykle około pięciu pokrzywdzonych i trzech oskarżycieli posiłkowych. Z widowni czasem jedna, dwie osoby. Ciasno. Wszyscy siedzą bardzo blisko siebie. Szybko robi się tu duszno. Wiosenne słońce grzeje w plecy — ławki ustawione są tuż przy oknach. Cienie zeznających kładą się na podłodze. 

Oto jeden z oskarżonych — Przemysław P. Młody, około 30-letni, łysiejący, w sportowych, ciemnych ubraniach. Bez widocznych tatuaży. Chętnie zabierający głos podczas rozpraw, żywo reagujący na słowa innych. Zanim zacznie swoje dzisiejsze oświadczenie przeprasza, że kilka minut wcześniej parsknął śmiechem w reakcji na pytanie oskarżyciela posiłkowego. Sam chętnie zadanie pytania świadkom, choć zwykle ma kłopot z ich formułowaniem. Na prośby sędzi, aby wypowiadał się jaśniej, reaguje jąkaniem. Ale nie zapomina, aby zamiast o „procesji” mówić „pochód” i „przemarsz”. Chętnie pyta o „banderyzm”. Z uwagą śledzi odpowiedzi. Dużo korzysta z telefonu komórkowego. Czasem wydaje się, jakby zdawał komuś relację na żywo z sali rozpraw. 

Dość szybko okazuje się, że Przemysława nie oburzają pochowani na cmentarzu wojskowym w Pikulicach Strzelcy Siczowi. Jest przekonany, że coroczny „pochód jest przykrywką”, której faktycznym celem jest oddanie czci pochowanym na cmentarzu w 2000 roku 47 osobom, w tym członkom ukraińskiego podziemia. [1]

*

UZASADNIENIE
W toku przewodu sądowego ustalono, że oskarżona Mińko Rozalia zgodziła się dobrowolnie na przynależność do bandy UPA w sierpniu 1945 r. Z polecenia członka tejże bandy pseudo „Skakun” pełniła funkcję łączniczki miedzy wsią Stańkowa a Zawadka i Paszowa pod pseudonimem „Malina”. Z polecenia „Skakuna” przenosiła tajną korespondencję UPA zawiniętą w ruloniki. […] Od maja 1946 r. zbierała zioła, z których wyrabiano lekarstwa dla chorych i rannych członków UPA. Osk-na przyznała się w toku rozprawy do zarzucanych jej czynów. [2]

Rozalia czeka na śmierć.
Jest maj. W powietrzu milion zapachów. Gdzieś po drodze żółte kwiaty pierwiosnków. Zebrane i wysuszone leczyły kaszel, zapalenie płuc. Wiedziała, że okłady pomagają szybciej zasklepiać się ranom… Dlatego prowadzą ją teraz na śmierć. Za te zioła. Za żółte pierwiosnkowe kwiaty.
Patrzy pod nogi.
Pociągi jadą na Zachód. W nich sąsiedzi z Zawadki, Paszowej, Rakowej, Ropienki, Wańkowej… W Lisznej jest już pusto. Zostali tylko Polacy. 

Jak pisze we wstępie do zebranych przez siebie i opatrzonych komentarzem dokumentów Eugeniusz Misiło: procesy WSGO „W” [Wojskowy Sąd Grupy Operacyjnej Wisła- ad] w okresie trwania akcji „Wisła” miały charakter pokazowy, nadawano im szczególną oprawę i rozgłos […]. Rozwieszano, drukowane na wzór hitlerowskich Bekanntmachung, obwieszczenia z nazwiskami skazanych na karę śmieci i straconych członków podziemia ukraińskiego. Przez pierwsze trzy miesiące działalności WSGO „W” skazani byli praktycznie pozbawieni możliwości korzystania z prawa łaski. [3]

„Przekrój” przedrukowuje zdjęcia zrobione tuż po aresztowaniu. Rozalia spuszcza wzrok. I zostaje tak na zawsze – niema, nieobecna, naznaczona, napiętnowana, nie mogąca zaświadczyć o sobie. 

*

Oskarżony Przemysław P. oświadcza: — We wcześniejszych latach widziałem jako dzieciak takie pochody […] ale wtedy nie miałem takiej wiedzy historycznej, bo w szkole uczyli mnie historii Grecji a nie Polski. 

To jawny wyrzut. Rozumiem go. Mimo, że starsza, doświadczyłam podobnej asymetrii. Grecja zamiast Polski. Gdyby się jednak nad tym mocniej zastanowić… medycyna i anatomia, matematyka i astronomia, Tales z Miletu i jego „Maxime difficile est cognoscere ipsum”, filozofia moralna Sokratesa, Dialogi Platona, Arystoteles ze swoją tezą o „zoon politikon”, Akropol i Partenon, skrzydlata Nike z Samotraki, chór wyrokujący w teatrach, Homer i jego eposy Odyseja i Iliada, Elektra, Antygona, wyobrażony świat, mity i toposy…

A jednak powinno się wiedzieć, skąd się jest. Na przykład po to, żeby głupot nie wykrzykiwać na ulicach, a potem opowiadać o nich w sądzie. O Polsce oskarżony Przemysław P. wiedzę ma szczątkową. Dlatego nie ma wstydu. Wystarczy mu lektura „Czerwonych nocy” Cybulskiego, seans filmu „Wołyń” i posty na FB Zapałowskiego.

Po prostu nie spotkał nikogo, kto opowiedziałby mu inna wersję rzeczywistości. Tę, w której nie ma prostych faktów i łatwych ocen. Tę, w której wciąż i wciąż powtarzane słowo „banderowiec” nie sprawia, że ludzie nabywają odpowiednich cech i atrybutów. 

Oskarżony Przemysław P. oświadcza: — Z moich ust padało „znajdzie się kij na banderowski ryj” oraz „Stefan Bandera to prostytutka Hitlera”. 

Ten rodzaj mentalnej głutochy świetnie oddaje fragment obserwacji poczynionych przez Hannah Arendt: Mówił zawsze jedno i to samo, używając tych samych słów. Im dłużej się go słuchało, tym wyraźniej było widać, że istnieje ścisły związek pomiędzy jego niezdolnością do mówienia a jego niezdolnością do m y ś l e n i a, mianowicie myślenia z pozycji innego człowieka. Nie można się było z nim porozumieć nie dlatego, że kłamał, lecz dlatego, że otaczał go mur najlepiej zabezpieczający przed słowami i obecnością innych, a zatem przed samą rzeczywistością. [4] 

*

Patrzę na nią. Znów i znów. Uchwyconą w tym jednoznacznym kontekście. Uwikłaną, z dopowiedzianą po śmierci historią. Doklejonymi obrazkami niby biografii. Nie patrzy na mnie. Jakby wstydziła się zawczasu tej „rozkładówki”, zabierającej jej resztki samej siebie. 

Wiem, że nie śpisz, Rózia. Za oknem noc się kołysze, noc wzrasta, obrasta, zarasta, zasklepia, zalepia oczy. Owady szaleją przy wąskim sztucznym świetle. Rozalia, bez prawa łaski czeka na wykonanie wyroku.  

Rozstrzelano ich 22 V 1947 r. w lesie koło wsi Liszna, nieopodal Sanoka, na rozkaz zastępcy dowódcy GO „Wisła” do spraw bezpieczeństwa, wiceministra bezpieczeństwa publicznego płk. G. Korczyńskiego. […] Tego samego dnia razem z nimi stracono jeszcze 9 innych osób, skazanych na karę śmierci 17, 19 i 20 V 1947 r. Ich zbiorową mogiłę odkryto latem 1992 r. [5]

*

Poszedł tam, „żeby pokazać osobom propagującym banderyzm w Polsce, że nie się nie zgadzam”. 

Swoją obecność na demonstracji nazywa „prawilną postawą obywatela polskiego w obronie kraju i symboli państwowych”. 

Rozstrzelana Rozalia wciąż zagraża polskiemu państwu. Zamordowana przez komunistyczne władze znów jest postawiona w stan oskarżenia. Przeciw niej świadczy wyrok wydany przez sąd powołany w ramach operacji „Wisła” ponad 70 lat temu. W ostatnich latach podważyliśmy, często słusznie, wiele z politycznych decyzji komunistycznych władz w Polsce. Uznany za zbrodniczy miniony system stał się trudny do obrony. A jednak podważeniom nie uległy, ani Akcja Wisła, ani to co działo się wokół niej. Zastanawiające jest to wyłączenie. Oczywiście jego autorem nie jest oskarżony Przemysław P. On tylko bezrefleksyjnie używa cudzej formuły. Dla niego Wołyń jest argumentem, w myśl którego każdy odwet był i jest słuszny. Wołyń to magiczny glejt uprawniający do nagłych, patriotycznych porywów serca. Nawet moskiewskich wysłanników, nawet jeśli tamtym nie chodziło o odwet. 

Prawilny obywatel Przemysław P. był już karany. Ale czymże są małe grzeszki z przeszłości wobec obrony kraju?!

*

Jak cię odnaleźć, dziewczyno? Jak?
Czasem mi się zdaje, że widzę, jaki idziesz tamtą drogą. Letnia spódnica za kolano. Mrużysz oczy.
Ze Stańkowej do Paszowej jest trochę ponad 2 kilometry. Mniej więcej tyle co ze Stańkowej do Zawadki. Blisko.
Słońce zachodzi. Wracaj!

*

W 1992 roku w lesie w Lisznej podczas ekshumacji znaleźli ciało 23-letniej dziewczyny, „rolniczki, Ukrainki, absolwentki 4-klasowej szkoły powszechnej, panny bez majątku”. Poznali ją po warkoczu i kolczykach.

Szczątki leżały w Zakładzie Medycyny Sądowej w Rzeszowie przez 8 lat. w 2000 roku decyzją Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zadecydowano o pochówku na cmentarzu wojennym w Pikulicach. Wbrew protestom m.in. Związku Ukraińców w Polsce. Było jasne, że mieszanie upowców i petlurowców nie przysłuży się pamięci żadnej z formacji. Sugerowano o pochowaniu ciał w miejscu śmierci. Zaoponowała Bircza. W tej sytuacji rozważano wywiezienie zwłok polskich niewygodnych obywateli na Ukrainę.
Ostatecznie szczątki spoczęły na Pikulicach. Poza ekshumowanymi w Lisznej znalazły się też inne osoby  — w sumie 47 ciał. Nikt ze Związku nie wziął udziału w ceremonii. Data była niefortunna. O zmianę, oprócz Związku, prosił ambasador Ukrainy. Żeby dać szansę rodzinom jadącym z daleka.
Daty nie zmieniono.
Już wtedy było wiadome, że pochowanie ich na cmentarzu w Pikulicach to pocałunek śmierci państwa polskiego składany na dawno zimnych już czołach sojuszników Piłsudskiego.

W 2016 roku, tuż przed procesją ktoś zauważył, że na grobach za głównym pomnikiem są nowe tablice. Napis głosił: „W tym miejscu zostały pogrzebane szczątki banderowskich bandytów, bestialskich katów, oprawców polskich kobiet i dzieci. Pamiętamy” i znakiem Polski Walczącej. Kotwica służy dziś do zakreślania wąskiej przestrzeni wspólnej tożsamości. Mało kto ma szansę być częścią tej nowej wspólnoty. 

*

Czy będę mogła kiedyś przynieść kwiaty dla Rozalii Mińko, pochowanej na cmentarzu w Pikulicach? Czy mam kogoś zapytać o zgodę? Jeśli tak, kogo?
Jak powinnam to zrobić? Nocą, kiedy nikt nie widzi i nikogo nie obrażam?
Czy po procesji, kiedy już będę stała przed pikulickim krzyżem będę mogła popatrzeć w jej stronę? Tylko popatrzeć?… 

Roza, Rozitka, Rozalijka Róźka…, która nigdy nie wróci do domu.

*

20 kwietnia 2018 roku w Sądzie Rejonowym w Przemyślu dwóch spośród oskarżonych o zakłócenie greckokatolickiej procesji w czerwcu 2016 roku zdecydowało się złożyć oświadczenia. 

Kolejna rozprawa 11 maja.

___________________________________

Przypisy:

  1. Tradycja procesji na Ukraiński Cmentarz Wojenny sięga lat dwudziestych XX wieku.
  2. Akcja „Wisła”. Dokumenty”, E. Misiło (oprac.), Warszawa: Archiwum Ukraińskie, „Tyrsa” 1993, s. 270-271.
  3. Op. cit. s. 31. 
  4. H. Arendt: Echman w Jerozlimie, Kraków: Wydawnictwo Znak 2010, s. 66.
  5. Akcja „Wisła”. Dokumenty”, E. Misiło (oprac.), Warszawa: Archiwum Ukraińskie, „Tyrsa” 1993, s. 269.

 

PS. Tekst w wersji ukraińskiej ukazał się w serwisie Zbruc.eu, do przeczytania tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: