Jacy oni są?

 

Telewizor gadał jak zwykle zbyt głośno. Kilku mężczyzn w przyciasnych garniturach żarliwie o czymś dyskutowało. Co jakiś czas obraz zmieniał się i oczom widzów ukazywały się spienione fale morza, na którym niepewnie kołysał się duży, żółty ponton. Miało się wrażenie, że ściśnięci na nim ludzie zamarli. Ich ciemne, splątane ze sobą sylwetki zlały się w jedną dużą, czarną plamę. Nikt nie machał ręką, nie odwracał głowy, nie kołysał dziecka. Kołysało się tylko morze. Oddychało nierównym rytmem. 

Postawiła przede mną herbatę i wyłączyła dźwięk. Siadając zapytała: — Jacy oni są? 

Odwróciłam wzrok. Jeszcze przez chwilę mój mózg produkował możliwy wariant opowieści o tych z pontonu. Biały pokład, błyszczące złotem folie NRC, styropianowe kubki z herbatą. Operacja Triton (1). Eufemizm pomocy. 

JACY ONI SĄ?
Wtedy od roku pracowałam w Przemyślu i wiele razy udzielałam odpowiedzi na to pytanie. Czasem ludzie pytali dokładnie tak, wprost — jacy oni są, ci Ukraińcy? Czasem bardziej się kryli ze swoją ciekawością za językowymi upiększaczami. A czasem nie kryli się wcale, rzucając w gniewie, jak mogę podawać im rękę i czy mi nie wstyd. 

Nie dopytywałam, o co im chodzi. Mój narodowo zaprogramowany mózg z łatwością odnajdywał właściwe objaśnienia polskiego gniewu. I choć nie lubiłam historycznych argumentów, wydawało się, że pozwalają mi choć trochę empatyzować z własnym narodem. W pewnym momencie przestałam używać autopilota. Zimą 2017 roku, kiedy dyrektor biblioteki publicznej w Przemyślu odmówił nam sali na pokaz filmów stworzonych przez młodzież z mniejszości. Nie potrafiłam go zrozumieć. Dziś wiem, że jego łapczywe odwoływania się do nieistniejących paragrafów regulaminu to był rasizm (2). Ksenofobia, antysemityzm, rasizm to tylko różne nazwy na tę samą przemoc. 

Pytanie „jacy oni są?” zawierało w sobie wiele pytań, które zadać jest trudniej, albo których zadać w ogóle nie sposób, jak na przykład: „jak cię traktują?”, albo „czy są niebezpieczni?”. Pytanie „jacy oni są” silnie kontrastowało z „oni są prawie tacy sami, jak my”, które opowiadało o ukraińskich imigrantach w Polsce. W pewnym momencie natężenie obu tych fraz stało się nie do zniesienia. 

jacy oni — tacy my

Czyżbyśmy szukali lustra?
Czy z pamięci po wspólnocie nic nie zostało?

Dopiero później przyszło mi na myśl, że gdyby było dobrze, gdyby wtedy, dawno dawno temu tamci faktycznie byli sąsiadami, ci wiedzieliby, jacy oni są, albo sami poszli się dowiedzieć. Tymczasem nie wiadomo było nawet, jak pójść. Za którymś razem przypomniała mi się opowieść z „ziem odzyskanych”. Opowieść o rzece jest banalna w treści. Mogłaby zdarzyć się wszędzie. I w wielu miejscach się zdarzyła. Każdą cechuje wysoki współczynnik eufemizmów (3). 

Jak już zniknęli Żydzi (eufemizm określający Zagładę, w tym rozstrzelania na pobliskim kirkucie, śmierć w gettach, transportach, gazowanie, tłuczenie na śmierć…) i Niemcy (eufemizm na ucieczkę z zachodnich terenów dzisiejszej Polski Niemców, głównie kobiet i dzieci w obawie przed nadciągającą Armią Czerwoną), na te ziemie przyjechali Ukraińcy (eufemizm na przymusowe przesiedlenie ok 140 000 osób z południowo-wschodniej Polski— patrz Akcja Wisła) i osiedlili się (eufemizm na nieuregulowane zajmowanie cudzej własności wbrew swojej woli, bardziej właściwie: zostali osiedleni) w folwarkach (eufemizm określający rzekome bogactwo otrzymane nieoczekiwanie w związku z „przeprowadzką”, niejednokrotnie nie wprost wskazujący domniemany skok cywilizacyjny) po jednej stronie rzeki (niejednokrotnie eufemizm określający celowe odgradzanie etnicznie różnych grup od siebie w celu skutecznego prowadzenia polityki zarządzania strachem).
Po drugiej stronie (patrz eufemizm dotyczący rzeki) osiedlili się (eufemizm dotyczący wolnej woli wskazanych do przesiedlenia w wyniku zmiany granic grup ludności) Wołyniacy (eufemizm określający Polaków mieszkających przed i wczasie wojny na Wołyniu; określenie to nie obejmuje mieszkających tam Ukraińców ani Żydów). Przez lata nikt nie przekraczał rzeki (eufemizm określający brak relacji wynikający z wrogiego nastawienia obu społeczności, wyrosły na bazie stereotypów i uprzedzeń, rzadziej własnych doświadczeń z wybraną grupą).
Ludzie gadają, że kiedyś jakaś dziewczyna stąd uciekła z chłopakiem stamtąd (myślenie magiczne).

Lubię też żydowskie wersje tej historii. Choć zwykle są bez rzeki.

Eufemizmy pozwalają nam „mijać się z prawdą”. Za ich dobroczynną pomocą złe historie o złych ludziach stają się „trudnymi historiami” o „ludziach bez wyjścia”, zupełnie takich jak my. W cieniach skali szarości znikają liczby i geograficznie rozpoznawalne miejsca, a krople wysokiego rastra zacierają granice czynu zabronionego.  

PRZEZ RZEKĘ
Ktoś musi przejść przez rzekę. Idę. 

— Jak oni do Ciebie mówią?
— Ostatnio na Komisji Sejmowej (4) pani wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego stwierdziła, że nie mam „wrażliwości na sprawy polskie”.
— Jak jeszcze?
— Że nigdy nie pochwaliłem państwa polskiego, że obrażam naród polski, jestem wołyńskim negacjonistą… Są też odniesienia do UPA.
— Co o UPA?
— Kiedyś jeden z kombatantów 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK nazwał mnie „upowskim jastrzębiem”, często słyszę „Bandertyma”. Widziałem także kolaż — facet w mundurze weterana UPA ma doklejoną moją głowę.
— Widziałam też ten, w którym życzą ci śmierci.
— „Śmierć Banderowcom”. No tak. „Ziejący nienawiścią do Polski banderowiec”, rizun.
— A co Ty w tym słyszysz?
— Strach. Żal mi tych ludzi, bo czuję, że się boją i z tego strachu muszą mieć wroga. Przykro mi że tak dużo małości i pogardy jest w Polsce wobec innych ludzi…
— Tylko współczucie?
— I pustka. Tracę pewność, że istnieją czytelne reguły. Czasem niezgoda na zawłaszczanie części mojego ja, ustawianie mnie w pozycji złego. Mam pokazać ręce, że nie są unużane we krwi.
— Przecież nie są!
— Nie lubię dużych słów.
— Powiedz.
— Rasizm.
Opowiem ci coś. Kiedyś dziennikarka w Przemyślu zapytała mnie, czy mam polskich znajomych. Jakbym dostał obuchem w głowę.
— Co odpowiedziałeś.
— Polska to nie Stany Zjednoczone z wciąż ostrym podziałem na czarnych i białych. Od dziecka rosnę w świecie, w którym ludzie są różnorodni. 

Poprosiłam Piotra Tymę, prezesa Związku Ukraińców w Polsce, aby sobie przypomniał, jaki jest w oczach tych, którzy na niego patrzą tylko z daleka. Przypominał sobie fragmentami. 

— Zapomniałeś o ludobójcy.
— Ludobójca to rzucanie kamieniami. Czasem ktoś znajduje kamień z ludobójcą i rzuca. Chwyta za to, co ma pod ręką.
— Ludobójca nie boli?
— Mam w sobie zaporę, wypełnioną powietrzem przestrzeń.
— A jak pani wiceminister na Komisji mówi, że nie masz wrażliwości na sprawy polskie, to co to znaczy?
— Chodzi jej o polskie ofiary, polski punkt widzenia, rację stanu. Podaje argumenty nie do dyskusji.  Takie, które mają sparaliżować. Swego czasu Ewa Siemaszko mówiła, że kultura ukraińska jest „kulturą, w którą wrośnięta jest przemoc” (5).
— Wyciszenie?
— Wyrzucenie poza nawias. Nazywamy kogoś nacjonalistą, a wiadomo, że z nacjonalistą się nie dyskutuje. To są stadne rytuały polegające na naznaczeniu, aby wykluczyć. Dobrze to widać w Przemyślu — o mieszkających tam Ukraińcach nie mówimy „mieszkańcy miasta”, tylko Ukraińcy, a jak Ukraińcy to obcy, nie stąd. Pozbawiamy ich miejsca, racji, a potem przypisujemy niecne intencje — mnie, że zionę nienawiścią do wszystkiego, co polskie.
— Nie widzę ludobójcy.
— Bo jestem przebiegły. 

Koło się zamyka. 

GOLEM
O efekcie samospełniającej się przepowiedni jako pierwszy napisał Robert Merton w 1948 roku. Udowadniał, że istnieje powiązanie między naszymi oczekiwaniami, co do zdarzeń i ludzi, strategiami zachowania opartymi na tychże oczekiwaniach, a reakcjami i zachowaniami osób, wobec których użyto danej strategii. (6)

Oto trójkąt tych zależności rozpisany na role z komisji sejmowej.
Pani wiceminister „wie”, czego oczekiwać po prezesie Tymie. Jej oczekiwania to suma stereotypów dotyczących polskich Ukraińców (ma własny katalog z definicjami „jacy oni są?”). Od dawna traktuje więc Piotra zgodnie ze swoimi oczekiwaniami (możemy się jedynie domyślać, jakie to są oczekiwania) — wygłasza deprymujące komentarze, sytuujące go poza narodem (skoro nie ma wrażliwości na polskie sprawy jasnym jest, że do narodu-wspólnoty nie należy), poza wspólnotą, poza kręgiem tych, z którymi łączy nas wrażliwość, historia, kultura, tradycja, pamięć… cywilizacja — tym są te „sprawy polskie”. Wyrzucony w próżnię Piotr broni się, jak potrafi. Ale wszystko, co powie, potwierdzi tezę, że „nie ma wrażliwości na sprawy polskie”. Każde słowo, argument, ton, grymas, gest będzie świadczyło przeciwko niemu. Zwłaszcza, jeśli nie zapanuje nad złością. Złość na Polaków natychmiast wepchnie go w stereotyp banderowca —niebezpiecznego, gotowego do zabijania obcego, który tylko z pozoru wygląda jak my.
To gra, w której zawsze przegra. 

Zjawisko, w którym ludzie poddawani tego typu negatywnej systemowej ocenie, przekonywani o słabości swojego intelektu, niższej pozycji, nazwano „efektem Golema”. 

Golem nie ma duszy. Golem to nie człowiek stworzony przez boga, ale istota stworzona przez człowieka. 

„— Golemie […] wiedz, że zostałeś stworzony na krótki czas i w pewnym określonym celu. Nie próbuj nawet zboczyć z tej ścieżki. Będziesz robił to, co ci każę” (7) — mówi do olbrzyma rabi Lejb na strychu praskiej synagogi. Powołany do życia, aby bronić Żydów przed prześladowaniami z rąk chrześcijan przekonanych, że do wyrobu macy używa się krwi ochrzczonych dzieci, Golem pewnego dnia zamarza, aby zostać prawdziwym człowiekiem. Oczywiście golem nie może zostać człowiekiem. Nie może wejść do wspólnoty. Każda manifestacja jego niezadowolenia tylko potwierdzi, jak bardzo na to nie zasłużył i jak bardzo jest to niemożliwe. 

Czy to nie jest historia o nas? Gdzież indziej niż w Galicji można było egzorcyzmować obcego do woli — polonizować, aby stał się użytecznym golemem. Aby móc po latach na pytanie „jacy oni są” odpowiedzieć — „prawie tacy sami jak my” i aby w tym „prawie” mógł się wyrazić cały nasz rodzimy rasizm. Skoro golem to nie człowiek, łatwo go dyskryminować — nieprzyznawanie pełni praw i głosu w dyskusji wydaje się oczywistą i racjonalną decyzją. 

Historia golema to w istocie historia darwinizmu społecznego. Jego potoczna wersja sprowadza się do twierdzenia, że „prymitywne rasy […] zatrzymały się w fazie dzieciństwa ludzkości i nigdy nie będą w stanie osiągnąć pełnego człowieczeństwa.” (8)

Nigdy nie będą w stanie być prawdziwym człowiekiem. Oto golem! Ludobójca. Wykreowana wspólnymi siłami wyobrażona figura, która pomoże nam tak kadrować społeczną pamięć, aby usunąć z niej nie tylko niewygodne fakty, ale budować współczesne relacje z częścią obywateli oparte na przemocy. I skutecznie zarządzać nie-minionym strachem większości. Przecież golem z dawnej, żydowskiej opowieści w końcu zbuntował się przeciwko swoim kreatorom. Skąd więc możemy mieć pewność, że pacyfikowana przez lata mniejszość ukraińska nie trzyma wciąż noży pod łóżkami, co zdają się sugerować niektórzy politycy (pisałam o tym tutaj). Odwoływanie się do bycia w ciągłej gotowości do zbrodni ma tłumaczyć każdy przejaw dyskryminacji wobec mniejszości. Część z nierównościowych praktyk ma charakter kary prewencyjnej, odstraszającej od czynów, które się co prawda jeszcze nie zdarzyły, ale z pewnością się zdarzą. Najokazalszą z akcji prewencyjnych był mord w Sahryniu w 1944 roku (9), a także Akcja „Wisła”. To przykład, jak wielkie koszty jesteśmy gotowi ponieść, aby utrzymać wizerunek niewinnego narodu walczącego z „ludobójcami”.  

Warto zauważyć, jak wiele użyto eufemizmów do opisania obu tych faktów, aby zetrzeć z nich nieprzyjemny smak zbrodni.

PIECHURZY DIALOGU
Pójście za rzekę bywa kuszące. To jak wyprawa w nieznane, dzikie rejony. Z plecakiem pełnym wygodnych ubrań na każdą pogodę, metalowym kubkiem, aparatem, znajomością faktów, czasem języka… Turyzm zwykle mocno skażony jest rasizmem. Także ten w wykonaniu polskich piechurów dialogu. Dlaczego w geście przejścia reprodukuje się wykluczenie? „Sądzimy, że dobre uczucia załatwiają sprawę, tymczasem powtarzamy gest dyskryminacji, zamiast go podważać.” (10) 

W debatach nad polsko-ukraińską historią zawsze jest ten niezręczny moment, kiedy ktoś wyjdzie poza ramy i zamachnie się „ludobójcami”. Metoda prowadzących jest prosta — uznać, że wypowiedź pochodziła z marginesu. Ma to wymierne efekty — możemy być zawsze po dziecinnemu zdziwieni skalą rodzimej przemocy. Tymczasem bagatelizowanie antyukraińskich zachowań publicznych, sprowadzanie ich do marginesu i prymitywizmu to nie tylko zaprzeczanie faktom, ale przede wszystkim tłumaczenie sprawców przemocy. 

Czy pani wiceminister to prymitywizm i margines? Oczywiście, że nie. Ma na tyle wysokie standardy moralne, aby godzić się na rozmowę z „ludobójcami”. Nie ona jedyna. Motyw wielkodusznego dawania głosu zbiorowości oprawców jest stale obecny w polsko-ukraińskim „nie-dialogu”. Kłopot polega na tym, że jest to niewielka przestrzeń, w której oczekuje się, że Ukraińcy powiedzą „przepraszam” — ubiorą się w pokutne szatki, które przygotowała dla nich polska pamięć zbiorowa. Ten szantaż (albo na naszych zasadach, albo wcale) z dumą nazywamy zaproszeniem do dialogu. 

Tymczasem twierdzenie, że Ukraińcy to ludobójcy jest tak samo prawdziwe jak to, że Polacy to szmalcownicy. 

Zakaz uogólniania jest szczególnym rodzajem polskiego „bycia w prawdzie” (11). Odnosi się to do jednostkowych sytuacji hańbiących Polaków (tego uogólniać nie wolno), oraz powszechności ich wielkoduszności (co uogólniać wolno). Wyraźnie jest to widoczne w polskim dyskursie choćby o wspomnianych szmalcownikach z jednej strony, a Sprawiedliwych ratujących Żydów z drugiej. Tych pierwszych jest zawsze za mało, aby móc wysnuć sąd uogólniający, a tych drugich zawsze na tyle dużo, aby to jednak uczynić. Choć jak wiemy szacunki co do liczebności obu postaw są dokładnie odwrotne. (12)

Sytuacja ma się wprost przeciwnie w przypadku cudzych zbrodni (Wołyń), w których każdy przejaw postaw nie wchodzących w przyjęty kanon staje się przypadkiem potwierdzającym regułę, że generalnie to jednak ludobójcy z UPA. 

I tu następuje ten martwy gest przejścia — współczujemy Ukraińcom, że mają do odrobienia historię z UPA. Jest dla nas oczywiste, że MUSZĄ ją odrobić. Bo my tak chcemy i na to czekamy. 

Eufemizm wydaje się niezbędnym budulcem narodowych, heroicznych mitów. To co sobie dawkujemy w nadmiarze, innym odmawiamy choćby posmakować. Jak heroiniści. Gotowi do walki o najmniejszy kawałek wyimaginowanej cnoty. 

A może jacy oni — tacy my?

***

Artykuł powstawał między zachodnią Wielkanocą a wschodnim Великдень. W wielkanocny poniedziałek świat obiegły zdjęcia z podkarpackiego Pruchnika, gdzie kilka dni wcześniej dzieci kijami okładały wielką kukłę Żyda — Judasza. Antysemicki akt tłumaczono tradycją. 

W niedzielę Великодня przypadła 72. rocznica Akcji „Wisła” — masowej przymusowej deportacji Ukraińców z południowo-wschodniej Polski na „ziemie odzyskane”. Zamiast przeprosić za przemoc, Akcję „W” wciąż tłumaczy się argumentami PRL-owskiej propagandy. 

Mechanizm w obu tych historiach jest ten sam: skoro Judasz był zdrajcą, a Ukraińcy to ludobójcy,  każda nasza przemoc jest tylko gestem sprawiedliwości. Jesteśmy niewinni.

PS. Do kołyszącego się na morzu pontonu wypełnionego „obcymi” ludźmi jeszcze wrócę. Niedługo. 

 

_________________________________

Przypisy:

 

  1. Operacja Triton — operacja ochrony granic prowadzona od 2014 roku na wodach Morza Śródziemnego, koordynowana przez Frontex, agencję ochrony granic UE. 
  2.  Historycznie ujmując rasizm dzieli się na „stary” i „nowy”. Nowe rozumienie rasizmu opiera się na pojęciu etniczności, czyli katalogu wzajemnie i silnie z sobą powiązanych cech społeczno-kulturowych. W przeciwieństwie do „rasy”, etniczność należy do kategorii z gruntu socjologicznych i wyznacza rzeczywiste różnice pomiędzy społecznościami. Nowy rasizm zastąpił więc argumentację biologiczną – dowodami kulturowymi. Mechanizm rasizmu kulturowego polega na uznawaniu wartości kulturowych grupy większościowej za lepsze, wyższe od wartości grup mniejszościowych, od których oczekuje się asymilacji i podporządkowania, co oczywiście wiąże się z systemem władzy. Według ONZ nie ma różnicy między dyskryminacją rasową a etniczną.
    Źródło cytatu: równość.info,: https://rownosc.info/dictionary/rasizm/
  3. Eufemizm — grec. ευφημισμός – euphēmismós, od eu dobrze i phemi mówić) – wyraz lub peryfraza zastępująca słowo lub zwrot, które ze względu na tabu kulturowe czy religijne, na zabobon, na cenzurę lub autocenzurę (polityczną lub obyczajową), czy też na normy towarzyskie, pruderię, współczucie (empatia), poprawność polityczną, delikatność, uprzejmość, dobre wychowanie mówiącego/piszącego nie może lub nie powinno być używane. Eufemizm powinien mieć przynajmniej jedną cechę wspólną ze słowem, które zamienia. Powinien także wywoływać pozytywne lub neutralne skojarzenia, co jest niejednokrotnie jedynym kryterium odróżniającym go od dysfemizmu i wulgaryzmu.
    Źródło: Wikipedia. 
  4. Chodzi o Komisję Wspólną Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych.
  5. Wywiad Piotra Zychowicza z Ewą Siemaszko pierwotnie ukazał się w „Uważam Rze” nr 39/2011, później w wersji elektronicznej na stronie Wirtualnej Polski: https://wiadomosci.wp.pl/to-bylo-pieklo-na-ziemi-6082136980595329a
  6.  Edukacja antydyskryminacyjna. Podręcznik trenerski. Pod red. M. Branki, D. Cieślikowskiej, Kraków 2010, s. 84. 
  7. I. B. Singer, Golem, Warszawa 1997, s. 35.
  8. W. Osiatyński, Korzenie „Korzeni”. Dzieje Murzynów w Stanach Zjednoczonych, Warszawa: Iskry, 1981, s. 151. Lektura Korzeni dostarcza ogromnej ilości wątków do porównania. Już choćby kwestie powstawania narodu w Stanach Zjednoczonych, którego trzonem był WASP (od White, Anglosaxon, Protestant). 
  9. 10 marca 1944 roku w Sahryniu Armia Krajowa i Bataliony Chłopskie zamordowały ukraińskich (i przypadkowo kilku polskich) mieszkańców wsi. Według różnych źródeł ofiar było kilkaset (wg IPN 300, zdaniem Ihora Hałagidy 606; historycy ukraińscy podają nawet 600–800 ofiar). Sahryń nie był jedyny. W trakcie pacyfikacji w marcu i kwietniu we wschodniej Lubelszczyźnie zginęło co najmniej 2220 osób narodowości ukraińskiej, w tym 850 kobiet i 422 dzieci.
  10. Nasze Fantazje o żydach, Gazeta Wyborcza, źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20527510,nasze-fantazje-o-zydach.html
  11. Do „bycia w prawdzie” i „stanięcia w prawdzie” od dawna nawoływani są liderzy ukraińskiej mniejszości przez rzesze dziennikarzy, publicystów oraz parlamentarzystów. 
  12. T. Żukowski, Wielki retusz. Jak zapomnieliśmy, że Polacy zabijali Żydów, Warszawa: Wielka Litera, 2018, s. 339.  

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

2 myśli na temat “Jacy oni są?

Dodaj własny

  1. No no … Przeczytałem i oniemiałem z zachwytu ! Brawo za merit i styl ! Czekam na obiecany powrót do tematu. Pozdrawiam i życzę udanych dni !

    Polubienie

  2. Питання.які мучають автора,болять всіх нас, хто живе і в Польщі, і в Україні. Міжетнічні проблеми дуже стійкі,живучі і кровоточать довгі роки.Тим паче, що виникають частіше всього між суідами.Требе бути готовими до тяжкої праці з урегулювання цих проблем протягом багатьох років, іноді століть. Поляки пишуть про руїну з епохи Хмельниччини, українці мають свої „руїни” з епохи захоплення українського Львова у ХІV столітті аж до війни за незалежність України у 1918 – 1920 роках. Ми ж бо не оригінальні. Скільки, скажімо, століть мало пройти з часів вигнання євреїв з Іспанії, щоб тепер, нарешті, все стишилося і нормалізувалося? А в недавній історії – напад Німеччини на Польщу, зруйновані міста, мільйони замордованих в концтаборах … а тепер поступово все налагоджується! То ж є надія, що теперішні спалахи ненависті до українців так само знівелюються, як образи українців до поляків. Ми ж сусіди, мова і культура наші подібні.І багатолітні вороги у нас спільні. А бандерівці, прихильники Р.Дмовського і Й.Пілсудського знайшли своє місце в історії. Дуже сильна стаття, глибоко обгрунтована, актуальна і емоційна – крик душі Українця з Польщі! Вона знайде резонанс у всіх представників наших націй.

    Проф.Юрій Вікалюк,
    канд.мед.наук Валентина Данилишина,
    м.Ужгород,Україна

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: